Lęk - "stacja bazowa"

W KI mówimy, że strach jest naszą „stacją bazową”. To prawda — ale większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy, dopóki nie zacznie pracować z represją emocjonalną. Programy typu: „Muszę się bać czucia lub wyrażania złości, smutku, a nawet strachu” są głęboko zapisane w ciele, uformowane nieświadomie w dzieciństwie, kiedy nauczyliśmy się wypierać te emocje.

Ten strach nie znika sam z siebie. Żyje w ciele jako napięcie, ból, sztywność – gęsta energia, która ma nas chronić i zapewniać miłość, przynajmniej podług naszych strategii przetrwania. Ten strach kieruje naszymi poczynaniami z ukrycia, z nieświadomości, dopóki nie stanie się świadomy i dopóki go nie ucieleśnimy.

Wyobraź sobie dziecko, które nie mogło wyrazić złości wobec swoich opiekunów. Aby przetrwać, musiało wyprzeć swoją złość przy pomocy strachu. Z biegiem lat strach ten stał się zwartą energią uwięzioną w ciele. Nawet nie wiemy o tym, że to się stało– i to normalne, ponieważ te emocje są głęboko wyparte.

Często nie widzimy, że źródłem wielu naszych cierpień jest to samo: represja emocjonalna. Dopiero gdy przy pomocy precyzyjnych narzędzi zaczynamy łączyć kropki – między świadomymi przekonaniami, wzorcami cierpienia a emocjami, które były „zakazane” – pojawia się realna zmiana. Najbardziej wyparte są te emocje, które były po prostu „niebezpieczne”, tak że zdają się w ogóle nie istnieć w naszym życiu.

Na przykład ktoś, kto tłumi złość, może mówić sobie: Jestem spokojny, nie lubię konfliktów, wolę harmonię, każdy zasługuje na współczucie”. Brzmi to jak cnoty, ale często skrywają one wypartą złość. Podobnie ktoś, kto tłumi zranienie, może kurczowo trzymać się przekonań: „Muszę być silny” lub „Oni są słabi, muszę zwyciężyć” Mimo tych zewnętrznych różnic, ten sam mechanizm napędza problemy zdrowotne, uzależnienia, trudności w relacjach, prokrastynację, depresję i lęk. Choć nie każda choroba jest spowodowana represją emocjonalną, nauka potwierdza, że bardzo często tak jest.

K.I. pracuje bezpośrednio z tym mechanizmem represji emocjonalnej. To nie jest szybka naprawa ani proces polegający na tym, że „uzdrowiciel” coś zrobi z twoją energią. Źródłem twojego uzdrowienia jesteś ty sam. Krok po kroku – najlepiej z pomocą mentora – przy użyciu konkretnych narzędzi pracy z represją rozpracowujesz ten mechanizm i odzyskujesz te części siebie, które zostały wyparte w nas, abyśmy mogli przetrwać. Dopóki tego nie zrobisz, represja aka strach nadal będzie kierował twoim życiem.

Po co pracować z mentorem? Bo sami przeszliśmy tę drogę. Znamy programy autosabotażu, które mogą się uruchomić, możemy pomóc je rozpoznać oraz pracować z nimi. Mentoring nie polega na tworzeniu dożywotniej współzależności. Uczymy korzystania z narzędzi, które pomagają w odzyskaniu własnej sprawczości w życiu.

A dla tych, którzy w to wątpią – tak jak ja kiedyś… zakładając, że to tylko marketing – powiem jedno: bez mentora zboczyłabym z tej drogi wiele razy. Prawdopodobnie zrezygnowałbym i nigdy nie dotarła do autentyczności, którą dziś odnajduję w tak wielu obszarach mojego życia.

Tu nie chodzi o zawstydzanie czy obwinianie. Sam fakt, że krytykujemy siebie za to, że nie jesteśmy takimi, jakimi chcemy być, jest wynikiem represji. W pewnym momencie życia nie mieliśmy wyboru – musieliśmy się dostosować, aby przeżyć. Możemy żyć zgodnie z tymi wzorcami do końca życia – albo zwrócić się ku utraconym częściom siebie, przyjąć z powrotem wyparte emocje i wreszcie przywitać je z powrotem w domu, w nas.

Odkryj więcej z Ola Waclawska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej