Byłam wojowniczką przez całe życie — walczyłam o samo życie, walczyłam z każdą częścią siebie: z własną wrażliwością, złością, kobiecością, seksualnością, z moim energią życiową i pasją życia. Czasami walczyłam też z innymi — tylko po to, by dostać okruchy miłości, namiastkę poczucia bezpieczeństwa.
Przetrwanie i zdobycie bezpieczeństwa były moimi działającymi w tle programami. Unikanie było moim programem. Powstrzymywanie prawdziwej ekspresji było moim programem.
Zaczęło się to bardzo wcześnie i trwało przez całe dorosłe życie. Na zewnątrz wyglądałam na spokojną, opanowaną, mało emocjonalną — zwykle rozumiejącą i „zrównoważoną”. W środku jednak toczyła się niekończąca się walka, której nigdy nie mogłam wygrać.
To było moje głęboko zakorzenione uwarunkowanie. Przejawiało się w ciele jako napięcie i ból w karku, a w relacjach — jako izolacja, nadmierna niezależność i wchodzenie w niezdrowe relacje, w których udawałam, że niczego nie potrzebuję ani nie pragnę. W ten sposób przyciągałam ludzi, którzy tylko potwierdzali to przekonanie.
Kiedy zaczęłam pracę z represją emocjonalną (KI), odkryłam, że to wszystko wynikało z moich niezaspokojonych potrzeb z dzieciństwa — potrzeby miłości, bezpieczeństwa — i z mojej stłumionej złości, głębokiego bólu oraz lęku przed ich wyrażeniem.
Próbowałam terapii, pracy z ciałem, duchowości — wszystkiego, żeby pozbyć się tej „mnie niefajnej”. Nawet KI zaczęłam z tą samą intencją. Różnica była taka, że ta metoda nie pozwoliła niczego ukryć. Nie mogłam już odwracać się od siebie — nawet od programu „muszę się pozbyć swojego zachowania”.
Nie mogłam już mówić: „To po prostu się dzieje, minie samo”. Nigdy nie mijało. Cierpienie wracało jak bumerang — bez względu na to, ile razy analizowałam swoje błędy i obiecywałam sobie, że następnym razem zachowam się inaczej.
Miałam wrażenie, że nie mam żadnej kontroli nad tym, co się dzieje. Przyciągałam wciąż tych samych ludzi — choć wydawali się inni — i reagowałam tak samo, nawet gdy sądziłam, że nie. A nawet gdy postępowałam zupełnie odwrotnie, tak jak „powinnam”, efekt był ten sam.
Czułam, że nie sięgam do czegoś głębiej — do czegoś, co ciągle działało w tle, jak program w komputerze, który spowalnia cały system. Tym spowolnionym procesem była moja siła życiowa, zablokowana przez coś niewidzialnego. Mój wewnętrzny radar był po prostu offline.
Robienie odwrotności tego, co robiliśmy wcześniej i się nie sprawdziło nie jest autentycznością. To tylko inna forma działania z tej samej zamrożonej energii — z tego samego lęku i stłumionych emocji. Dopóki ta energia pozostaje niedostępna, blokuje nasz dostęp do wewnętrznej jasności i klarowności.
Dopiero gdy mechanizm represji emocjonalnej zaczyna się rozluźniać, możemy naprawdę poczuć, co jest prawdziwe — i odkryć, czego naprawdę chcemy.
Nigdy bym nie uwierzyła, że to wszystko było skutkiem moich stłumionych emocji — ani że tyle wolności, miłości do siebie i autentyczności może się pojawić, gdy spotykam się z warstwami złości, bólu i lęku zamrożonych w moim ciele od dzieciństwa.
Często mówi się o „wewnętrznym dziecku”, ale w rzeczywistości chodzi o te właśnie wyparte, które powstały w dzieciństwie i nigdy nie zostały w pełni odczute. Dlatego wciąż reagujemy z tych dawnych programów — z miejsca małej dziewczynki, która nie czuła się bezpieczna, by doświadczać i wyrażać lęk, złość czy smutek, ani by prosić o ochronę, miłość i uwagę.
W KI uczysz się zamieniać tę zablokowaną energię — te wrażliwe doświadczenia — z powrotem w to, czym pierwotnie były: w swobodnie płynącą energię, która naturalnie wyraża się w świecie. Odzyskujesz dostęp do wszystkich zasobów, które zawsze w tobie były — tylko utknęły i zostały zatrzymane w ciele.
Niektóre stare programy wciąż się czasem pojawiają, ale ich intensywność jest znacznie mniejsza. No i mam teraz narzędzia, by się z nimi spotkać, nie pozwalając im już rządzić moim życiem.
Coraz więcej autentyczności w moich relacjach, wiem, co czuję tak naprawdę, czego naprawdę pragnę, i mam prawdziwą radość z podążania za tym. Komunikuję się jaśniej, stawiam zdrowe granice. Mówię swoją prawdę i krok po kroku buduję życie, które chcę żyć.
Nie muszę już zaprzeczać ani chować się przed tym, co wychodzi na powierzchnię jako cień czy trigger. Spotykam to. Nie uciekam od tego.
To była długa droga — czasem trudna — na której nauczyłam się dawać sobie cierpliwość i obecność, których wcześniej nie otrzymałam. To było bazą do wejścia w to, co nieuświadomione, co utrzymywane jest w nieświadomości w celu samoobrony i utrzymania status quo oraz bazą do transformowania tej energii.
Jeśli — tak jak ja — nie widzisz końca swojego cierpienia, niezależnie od tego, w jakiej formie się przejawia: depresji, uzależnienia, bólu, napięcia, trudnych relacji czy zachowań, które cię ranią — spróbuj tego:
Usiądź wygodnie i wyobraź sobie osoby, które są ci bliskie — rodziców, partnera, dzieci. Zobacz ich w tym samym pokoju i powiedz:
„Mogę być przy nich w pełni autentyczna/y. Mogę być sobą przy nich.”
Powiedz to neutralnie, nie jak afirmację. Zauważ, czy jakaś część twojego ciała — ta, która nosi ból, napięcie lub gęstą energię — reaguje dyskomfortem lub oporem.
Po prostu to obserwuj. To twoje ciało mówi: „Nie mogę być przy nich autentyczna.”
I to może być pierwszy moment, w którym naprawdę słyszysz to, co od lat jest ukryte w twoim ciele.

