Wejście w sam środek burzy


Może uwierzyłeś, że trzymanie wszystkiego w ryzach, ciągłe forsowanie się czy prokrastynacja to po prostu część ciebie – twój domyślny tryb działania, jakby było to zapisane w twojej naturze. Ale tak nie jest.

Przez większą część mojego życia też tak funkcjonowałam, myląc strategie przetrwania z cechami osobowości i identyfikując się z nimi. Wcześnie nauczyłam się uciszać swoje emocje, traktować je jak kłopotliwy hałas, a swoje życie budowałam wokół kontroli i działania – rozwiązywania problemów, spieszenia z pomocą innym i odhaczania nieskończonych list zadań. A jednak pod powierzchnią czułam odcięcie od samej siebie.

Kiedy nie działałam na najwyższych obrotach, wpadałam w przeciwieństwo – prokrastynację, wycofanie, tłumienie cichego głosu, który wiedział, co naprawdę jest dla mnie ważne. Mówienie własnej prawdy wydawało się niebezpieczne, więc walczyłam z okolicznościami i ludźmi zamiast uhonorować to, co działo się wewnątrz mnie.

Z czasem zbudowałam niezliczone strategie, by czuć się bezpiecznie: wątpiłam we własne pragnienia, odrzucałam je jako nieważne i szukałam partnerów, którzy realizowaliby je za mnie. Te wzorce wydawały się naturalne, bo były głęboko związane z przetrwaniem.

Czy brzmi to dla ciebie znajomo?

Przez lata próbowałam zmieniać swoje przekonania poprzez terapię i duchowość. Próbowałam odpuszczenia, akceptacji i zmuszania się do tego, by „po prostu być szczęśliwym”. Ale wzorce pozostawały. Zawsze czegoś brakowało – było to jak cichy ból, którego nie potrafiłam nazwać. Zmierzenie się z tym wydawało się niemożliwe — bo oznaczało to wejście w sam środek burzy.

Wszystko zmieniło się, gdy wreszcie zwróciłam się ku temu, co było we mnie głęboko wyparte: złość, zranienie i strach – emocje o których nawet nie wiedziałam, że we mnie są. Krok po kroku, przy użyciu precyzyjnych narzędzi do pracy z represją emocjonalną, pozwoliłam im się wyłaniać. Zrozumiałam, że przekonania i wzorce kształtujące moje życie – strategie, które kiedyś dawały mi bezpieczeństwo, a teraz mnie ograniczały – były utrzymywane właśnie przez represję emocjonalną.

Ta praca nie była łatwa. Była głęboka i momentami niewygodna. Ale była też najbardziej prawdziwą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam. A zmiany nie przyszły z pogoni za zewnętrzną aprobatą czy unikaniem bólu — przyszły ze środka. Krok po kroku odzyskiwałam poczucie siebie, swoje granice, swoją żywotność, swoją wrażliwość i swoją prawdę. Dziś czuję się bardziej osadzona w ciele, bardziej obecna w życiu i mniej zdefiniowana przez stare historie o tym, kim „powinnam” być.

Moje wzorce — umniejszanie sobie samej, pogoń za miłością, zatracanie się — wszystkie prowadziły do jednego źródła: wypartych emocji. Wmiarę jak rozpuszczałem warstwy represji emocjonalnej, odzyskiwałam swój głos, uczyłam się głęboko ufać sobie i wybierać autentyczność zamiast szukania aprobaty.

Już nie szukam kolejnej praktyki, nauczyciela czy zapewnienia, które miałyby mnie „naprawić”. Zamiast tego uczę się wracać do siebie — obejmować te części, których kiedyś się wyrzekłam, i tworzyć poczucie bezpieczeństwa i miłości od wewnątrz.

Odkryj więcej z Ola Waclawska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej